Nie wiele się zastanawiając, przetarłam na mokro i przytargałam to ciężkie bydle do mnie. I tu się zaczęły schody, bo jak działa takie ustrojstwo zielonego pojęcia nie miałam. Na szczęście, czasy są takie, że nawet jak się czegoś nie wie to wujek Google wytłumaczy a Youtube pokaże. Znalazłam nawet całą kompletną instrukcje w pdf'ie, dzieki której dowiedziałam się jak zamocować nową igłę i wymienić żarówkę. Jesień średniowiecza zaczęła się przy temacie nawlekania igły, no technologia kosmiczna po prostu, ale 3 godziny później, 120 stron internetowych i 10 filmików instruktażowych dalej, udało mi się szczęśliwie nawlec różowiutką nitkę.
Ale, ale, nie tak szybko! Wódki nie polewajmy, toastów nie wznośmy. Okazało się, że jest jeszcze 'dolna' nitka...I tu mimo posiadania instrukcji obrazkowej, tak 'łatwo' jak z górną nitką już nie poszło. Ja nie wiem, chyba doktorat z rysunku technicznego trzeba mieć, żeby ogarnąć tą instrukcje. Na szczęście od czego ma się w domu inżyniera! Zasiadł poczytał, załadował wszystkie żelastwa do maszyny, do żelastw szpulkę et voila! Mogę szyć! Tydzień nie minął a na świat przyszły dwa tildowe zajączki (ale o tym w innym poście).
Dzisiaj b ladies and gentlemen, cała blada i dumna prezentuje moją pierwszą samodzielnie zdiełaną TORBĘ!
TA DAM!
I ZROBIŁAM W ŚRODKU KIESZONKI RÓŻNIASTE.
NA PRZYKŁAD NA DŁUGOPISY
KIESZONKI NA INNE PRZYDASIE, I WSZYŁAM TAKI DZYNKS DO KTÓREGO MOŻNA
PRZYPIĄĆ KLUCZE (chwilowo wisi sobie tam miś)
A Z ROZPĘDU, RZUTEM NA TAŚMĘ ZROBIŁAM DO KOMPLETU
NOTESIK (to znaczy okładkę uszyłam)
A moją pierwszą, ale mam nadzieje, że nie jedyną, torbę w karierze zgłaszam na rekoczyny ART - PIASKOWNICY








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz